Wróć na blog
ai-development 9 min czytania

Dedykowane rozwiązania AI: kiedy budować własne narzędzie zamiast wdrażać kolejny SaaS?

IT

ITSG Global

Dedykowane rozwiązania AI: kiedy budować własne narzędzie zamiast wdrażać kolejny SaaS?

Firmy coraz częściej pytają, czy naprawdę potrzebują kolejnej dużej platformy SaaS. Zwłaszcza gdy w praktyce korzystają tylko z części jej funkcji. Dzięki AI można dziś szybciej testować i budować narzędzia dopasowane do konkretnych procesów, bez wielomiesięcznego projektu IT na starcie.

To nie znaczy, że każdy prototyp można traktować jak gotowy system. Dedykowane rozwiązania AI mają sens, gdy firma rozumie dwie rzeczy: jak szybko sprawdzić pomysł i co trzeba zrobić potem, żeby rozwiązanie działało stabilnie i w skali.

O tym jest ten tekst: kiedy własne narzędzie AI bije kolejny SaaS, gdzie kończy się szybki prototyp i gdzie zaczyna prawdziwe wdrożenie produkcyjne.

Ten tekst jest dostępny także po angielsku: Custom AI Solutions: Build vs Buy.

Dlaczego firmy myślą o własnych narzędziach AI

W wielu firmach wygląda to podobnie. Kupujecie duże narzędzie z ogromną liczbą funkcji i opcji konfiguracji. Po wdrożeniu okazuje się, że użytkownicy korzystają z niewielkiego fragmentu platformy.

W praktyce używają pięciu przycisków i kilku procesów. Reszta jest przydatna teoretycznie, ale nie pracuje na wynik firmy.

Tu pojawia się miejsce na dedykowane rozwiązania AI. Jeśli właściciel procesu wie dokładnie, czego potrzebuje zespół, może zbudować narzędzie do tych procesów, z których ludzie naprawdę korzystają.

To znaczy:

  • bez wielkiego kombajnu,
  • bez płacenia za funkcje, których nikt nie używa,
  • bez miesięcy dopasowywania systemu do realnej pracy zespołu,
  • bez nadmiaru komplikacji wokół procesu, który da się obsłużyć precyzyjniej.

Część firm zastąpiła już wybrane abonamenty SaaS własnymi narzędziami opartymi na AI. Nie chodzi o wymianę całego stosu technologicznego. Chodzi o konkretne obszary, w których duża platforma jest używana tylko fragmentarycznie.

Duży SaaS czy własne rozwiązanie AI?

Porównajmy dwa scenariusze.

W pierwszym kupujecie dużą platformę SaaS. Wdrożenie trwa miesiące. Każda zmiana wymaga zgłoszenia, customizacji albo wsparcia dostawcy. Koszt jest stały i przewidywalny, ale często wysoki. Półtora tysiąca złotych miesięcznie? Pięć tysięcy? Dwadzieścia? Zależy od narzędzia i skali.

W drugim budujecie własne rozwiązanie AI. Od pomysłu do prototypu idziecie dużo szybciej. Zmiany wprowadzacie pod konkretny proces. Koszt to inwestycja na starcie, a potem utrzymanie i rozwój.

Która opcja jest lepsza? To zależy od procesu.

SaaS bywa dobrym wyborem, gdy:

  • wasze potrzeby są standardowe,
  • proces nie zmienia się często,
  • dostawca ma sprawdzone rozwiązanie,
  • nie macie kompetencji, żeby zbudować i utrzymać własny system.

Dedykowane rozwiązanie AI ma więcej sensu, gdy:

  • wasze potrzeby są bardzo specyficzne,
  • proces zmienia się dynamicznie,
  • korzystacie z małego fragmentu dużej platformy,
  • potrzebujecie narzędzia dopasowanego do tego, jak zespół naprawdę pracuje.

To nie jest prosty wybór “SaaS albo AI”. Lepsze pytanie brzmi: które procesy naprawdę wymagają dużej platformy, a które da się obsłużyć lżej, szybciej i precyzyjniej?

Zmiana tempa: od miesięcy pracy do szybkich testów

Jeszcze kilka lat temu budowa własnego narzędzia wyglądała inaczej. Firma miała pomysł, szukała dostawcy albo zatrudniała zespół, przechodziła przez projektowanie, potem produkcję, testy, poprawki i kolejne iteracje.

Po wielu miesiącach klient dostawał działające oprogramowanie. Przy dobrym dostawcy było też dopracowane od strony wygody pracy. Przy słabym wyglądało jak narzędzie zaprojektowane wyłącznie przez programistów.

Dziś ten proces może wyglądać inaczej. Z narzędziami AI da się znacznie szybciej zrobić pierwszą wersję, pokazać ją użytkownikom i sprawdzić, czy pomysł jest wart rozwijania.

Mówi się o tym czasem vibe coding albo vibe engineering. W praktyce chodzi o to, żeby przy pomocy AI szybko zrobić wersję, którą da się pokazać ludziom, sprawdzić w procesie i ocenić, czy iść dalej.

Co ważne, takie rozwiązania nie muszą wyglądać gorzej od klasycznych aplikacji. Można szybko dostać coś dobrego pod względem wygody pracy, wyglądu i technologii. Kiedyś wymagało to znacznie większego zespołu i dłuższej pracy.

Jest jednak jedno ważne zastrzeżenie: szybki prototyp to jeszcze nie system produkcyjny.

Szybki prototyp to nie gotowy system

To jeden z najczęstszych błędów w myśleniu o własnych rozwiązaniach AI.

Pilotaż działa. Prototyp robi wrażenie. Użytkownicy widzą, że technologia rozwiązuje konkretny problem. Naturalna reakcja brzmi: skoro to działa, większość pracy mamy za sobą.

Nie zawsze.

Pilotaż AI to często tylko część wdrożenia. W większych firmach bywa to około 10-15% drogi. Reszta pracy zaczyna się wtedy, gdy rozwiązanie ma działać nie w kontrolowanym teście, ale w prawdziwym środowisku produkcyjnym.

Podczas pilotażu testujecie założenia. Sprawdzacie, czy technologia działa dla waszego przypadku. Weryfikujecie, czy ludzie chcą z niej korzystać. To ważne pytania, ale nie wszystkie.

Prawdziwa praca zaczyna się przy decyzjach:

  • gdzie trzymać dane,
  • jaki model podpiąć pod dany proces,
  • ilu użytkowników będzie pracować jednocześnie,
  • jakie są wymagania wydajnościowe,
  • czy dane mogą być w chmurze,
  • czy muszą zostać on-premise,
  • jeśli on-premise, to jakie serwery i układy będą potrzebne,
  • jakie wymagania bezpieczeństwa trzeba spełnić,
  • jak zapewnić logi, historię i kontrolę działań.

Dedykowane rozwiązania AI w fazie testów odpowiadają na pytanie: “czy to ma sens?”

Wersja produkcyjna odpowiada na inne: “czy to zadziała bezpiecznie, stabilnie i powtarzalnie w prawdziwej firmie?”

Co trzeba dopracować po pilotażu

Zasadnicza różnica jest taka, że po pilotażu projekt zaczyna przypominać zwykłe wdrożenie IT. Przy AI dochodzą jednak decyzje o modelach, danych, wydajności i bezpieczeństwie.

W większych firmach trzeba ustalić:

  • ilu użytkowników będzie korzystać z rozwiązania,
  • jakiej wydajności potrzebujecie,
  • który model obsłuży dany proces,
  • gdzie będą przechowywane dane,
  • czy mogą być hostowane w Unii Europejskiej,
  • czy muszą być hostowane w Polsce,
  • czy rozwiązanie może działać w chmurze,
  • czy musi działać on-premise,
  • co wynika z poufności danych,
  • jak wygląda integracja z istniejącymi systemami,
  • jak utrzymać jakość wyników,
  • jak kontrolować koszty działania,
  • jak przygotować rozwiązanie dla wielu użytkowników naraz.

Jeśli przez system przechodzą prawdziwe transakcje albo pieniądze, nie wystarczy, że zadziałał w pilotażu. Musi działać na tyle niezawodnie, na ile wymaga tego konkretny proces.

W skrajnym przypadku pilotaż daje doświadczenie i kierunek, ale rozwiązanie produkcyjne trzeba zbudować niemal od nowa. Tym razem z myślą o jakości, bezpieczeństwie, wydajności i utrzymaniu.

Kiedy pilotaż wystarczy, a kiedy nie

Nie w każdym wdrożeniu przepaść między pilotażem a produkcją jest ogromna.

W mniejszych firmach, na przykład przy 10-15 użytkownikach, pilotaż często bywa dobrą bazą pod wersję produkcyjną. Przerobienie go na narzędzie do codziennej pracy jest wtedy tańsze i szybsze. Podział pracy bywa bliższy 50-50 niż 15-85.

Dlaczego? Bo skala ma znaczenie.

Mniejsza firma to zwykle:

  • mniej użytkowników,
  • prostsze procesy,
  • mniej integracji,
  • mniejsze ryzyko operacyjne,
  • większa szansa na wykorzystanie części pilotażu wprost.

W dużych firmach jest inaczej. Tam dedykowane rozwiązania AI muszą spełnić wymagania enterprise: bezpieczeństwo, jakość, wydajność, integracje, uprawnienia, historię działań i zgodność z regulacjami.

W takim środowisku pilotaż jest raczej mapą drogową. Pokazuje, co działa i dlaczego, ale nie zastępuje pełnego wdrożenia.

Zwykłe decyzje wdrożeniowe, ale większa stawka

Po pilotażu projekt wygląda jak klasyczne wdrożenie IT. Trzeba zaangażować ludzi od bezpieczeństwa, IT, zgodności, zakupów i biznesu. Są listy kontrolne, procedury i zatwierdzenia.

To nie jest najbardziej innowacyjna część pracy. Ale jest krytyczna.

AI nie znosi normalnych wymagań wobec oprogramowania. Jeśli rozwiązanie ma działać w firmie, nadal musi być bezpieczne, stabilne, zintegrowane i możliwe do utrzymania.

Różnica polega na tym, że do działającego prototypu dochodzicie dużo szybciej. Przeniesienie go na produkcję nadal wymaga jednak dyscypliny projektowej.

Ale SAP-a nie przepiszecie w miesiąc

Dedykowane rozwiązania AI nie oznaczają końca platform SaaS ani dużych systemów enterprise.

SAP-a nie przepiszecie w miesiąc. Microsoft Dynamics też nie. Teoretycznie ktoś mógłby próbować odtworzyć bardzo złożone systemy, ale żaden rozsądny zespół nie zagwarantuje jakości bez odpowiedniego procesu, testów, integracji i kontroli.

Im system jest bardziej złożony, krytyczny i powiązany z fundamentami firmy, tym większe ryzyko jego wymiany. Szczególnie tam, gdzie w grę wchodzą dane, zgodność z przepisami i integracje z wieloma systemami.

Jeśli firma ma już ServiceNow, obsługuje tysiące zgłoszeń dziennie i ma działające integracje, wymiana tego na tańsze rozwiązanie AI nie będzie prosta.

Złożoność wdrożenia to nie tylko technologia. To także:

  • ludzie,
  • procesy,
  • szkolenia,
  • odpowiedzialność,
  • zarządzanie zmianą.

Można natomiast założyć, że nowych, wieloletnich wdrożeń informatycznych będzie coraz mniej. Zamiast tego firmy będą częściej testować i wdrażać mniejsze, lepiej dopasowane narzędzia.

Elastyczność kontra stabilność

Dedykowane rozwiązania AI dają elastyczność. Pozwalają szybciej sprawdzić pomysł, szybciej odrzucić to, co nie działa, i szybciej rozwijać to, co przynosi wartość.

Duże platformy dają stabilność. Mają szeroki zakres funkcji, gotowe mechanizmy bezpieczeństwa, wsparcie dostawcy, dokumentację i przewidywalność.

Nie chodzi więc o wybór jednej drogi do wszystkiego. Chodzi o dopasowanie narzędzia do procesu.

Jeśli proces jest podstawowy, stabilny, mocno zintegrowany i krytyczny dla firmy, duża platforma może być najlepszym wyborem.

Jeśli proces jest specyficzny, zmienny albo obsługiwany dziś przez zbyt duże narzędzie, z którego korzystacie tylko częściowo, warto rozważyć własne rozwiązanie AI.

W praktyce przyszłość będzie zapewne hybrydowa: duże systemy zostaną fundamentem, a wokół nich powstaną mniejsze, szybsze i lepiej dopasowane narzędzia AI.

Co to znaczy dla waszej firmy

Jeśli myślicie o własnym rozwiązaniu AI, zacznijcie od kilku pytań.

Po pierwsze: czy problem naprawdę wymaga własnego narzędzia? Jeśli korzystacie z dużej platformy, ale używacie tylko kilku jej funkcji, to dobry kandydat do zastąpienia albo uzupełnienia.

Po drugie: pilotaż ma sprawdzić koncepcję czy od razu być produkcją? To dwie różne rzeczy. W małej firmie granica bywa płynna. W dużej to zwykle dwa osobne etapy.

Po trzecie: czy znacie koszty po pilotażu? Budżetujcie nie tylko dowód koncepcji, ale też wdrożenie produkcyjne. W większej firmie koszt pilotażu to tylko część projektu.

Po czwarte: kto będzie to utrzymywał? Własne AI to nie magia. To oprogramowanie, które wymaga bezpieczeństwa, testów, utrzymania, aktualizacji i jasnej odpowiedzialności.

Po piąte: to dodatek czy część procesu? Jeśli ma realnie wpływać na wynik firmy, musi wejść w codzienną pracę, dane i systemy.

Przyszłość: mniej wielkich projektów, więcej szybkich iteracji

Najbliższe lata mogą zmienić podejście firm do IT. Zamiast planować wyłącznie wieloletnie projekty, będą częściej testować wiele mniejszych pomysłów. Zamiast kupować kolejny kombajn, będą budować narzędzia dopasowane do konkretnych procesów.

To nie znaczy, że duże platformy znikną. Nadal będą obsługiwać podstawowe, stabilne procesy. Ale wszystko wokół nich, czyli procesy specyficzne, zmienne, eksperymentalne albo za małe na duże wdrożenie, coraz częściej będzie obszarem dla własnych rozwiązań AI.

Dla menedżerów i dyrektorów zmienia to sposób oceny projektów IT.

Nie tylko: “ile kosztuje wdrożenie?”, ale też: “ile kosztuje szybkie sprawdzenie kilku opcji?”.

Nie tylko: “który system kupić?”, ale też: “czy ten proces naprawdę wymaga dużej platformy?”.

Nie tylko: “czy mamy budżet na duży projekt?”, ale też: “czy mamy kompetencje do ciągłego testowania i wdrażania?”.

Technologia jest coraz łatwiej dostępna. Prawdziwe pytanie brzmi, czy firma potrafi wykorzystać ją w konkretnych procesach i nie mylić szybkiego prototypu z gotowym systemem.

Najczęstsze pytania

Czy małe firmy mogą sobie pozwolić na dedykowane rozwiązania AI? Tak. W małych firmach pilotaż często bywa dobrą bazą pod wersję produkcyjną, a koszt przeróbki jest stosunkowo niski. Jeśli narzędzie ma służyć 10-15 osobom, droga od pilotażu do produkcji bywa dużo prostsza niż w dużej firmie.

Ile trwa przejście od pilotażu do produkcji? To zależy od skali i złożoności. W małych firmach to tygodnie albo kilka miesięcy. W dużych czas rośnie, bo dochodzi bezpieczeństwo, zgodność z przepisami, integracje, wydajność i liczba użytkowników.

Czy dedykowane AI może zastąpić istniejące platformy SaaS? Może zastąpić część narzędzi albo wybrane procesy, szczególnie jeśli korzystacie tylko z niewielkiej części ich funkcji. Nie znaczy to jednak, że łatwo zastąpi systemy krytyczne, takie jak SAP czy Dynamics, głęboko wpięte w firmę.

Kiedy własne rozwiązanie AI ma największy sens? Wtedy, gdy macie specyficzny proces, dobrze rozumiecie swoje potrzeby i korzystacie z narzędzia zbyt dużego albo zbyt sztywnego wobec waszego sposobu pracy. Ma sens także wtedy, gdy szybkie sprawdzenie kilku wariantów jest ważniejsze niż wielomiesięczne wdrożenie jednej platformy.

Jakie są największe ryzyka? Niedoszacowanie czasu i kosztu przejścia z pilotażu na produkcję, brak kompetencji do utrzymania, pominięcie wymagań bezpieczeństwa i zgodności oraz zbyt optymistyczne założenie, że działający prototyp jest już gotowym systemem.

Tagi

#artificial-intelligence #custom-ai #enterprise-ai #saas #ai-strategy